Cellulit na udach, pośladkach czy brzuchu to coś, co zna zdecydowana większość kobiet. Czasem jest niemal niewidoczny, innym razem charakterystyczne nierówności skóry można zauważyć nawet bez jej uciskania. I choć często mówi się o nim w kontekście kilogramów, diety czy braku ruchu, rzeczywistość jest bardziej złożona. Cellulit występuje również u kobiet szczupłych, aktywnych i regularnie uprawiających sport.
Nie jest chorobą ani sygnałem, że z organizmem dzieje się coś złego. Jeśli jednak przeszkadza nam jego wygląd, możemy podjąć działania, które pomogą poprawić kondycję skóry i sprawić, że nierówności będą mniej widoczne. Kluczem jest jednak realistyczne podejście – zamiast szukać sposobu na „pozbycie się cellulitu w tydzień”, lepiej przyjrzeć się temu, co rzeczywiście wpływa na wygląd skóry.
Popularne określenie „skórka pomarańczowa” całkiem dobrze opisuje jego wygląd. Powierzchnia skóry przestaje być idealnie gładka, pojawiają się na niej niewielkie zagłębienia i nierówności. Najczęściej zauważamy je na udach i pośladkach, ale cellulit może pojawić się również na biodrach, brzuchu czy ramionach.
Za charakterystyczny wygląd odpowiadają m.in. zależności pomiędzy tkanką tłuszczową, skórą i znajdującymi się pod nią pasmami tkanki łącznej. Tkanka tłuszczowa napiera w kierunku powierzchni skóry, podczas gdy włókniste pasma tkanki łącznej pociągają ją w przeciwną stronę. W efekcie powstają charakterystyczne zagłębienia.
Nie jest przypadkiem, że problem dotyczy przede wszystkim kobiet. Znaczenie mają m.in. budowa tkanki łącznej, rozmieszczenie tkanki tłuszczowej oraz czynniki hormonalne.
Wpływ mają również geny. Jeśli cellulit występuje u mamy czy babci, prawdopodobieństwo jego pojawienia się może być większe.
Z wiekiem nierówności mogą natomiast stać się bardziej widoczne, ponieważ skóra stopniowo traci swoją naturalną jędrność i elastyczność.
To jeden z najbardziej uporczywych mitów. Dodatkowe kilogramy mogą sprawić, że cellulit stanie się bardziej widoczny, ale nie są jego jedyną przyczyną. „Skórkę pomarańczową” mają również osoby szczupłe i wysportowane. Dlatego redukcja masy ciała nie powinna być traktowana jako uniwersalny sposób na cellulit. Znacznie lepiej spojrzeć na problem szerzej – uwzględnić kondycję skóry, aktywność fizyczną, ilość tkanki mięśniowej, indywidualne predyspozycje oraz codzienne nawyki.

Nie istnieje jedna metoda, która sprawdzi się u każdej osoby. Najrozsądniejszym rozwiązaniem jest połączenie regularnego ruchu, właściwej pielęgnacji i – jeśli mamy taką potrzebę – odpowiednio dobranych zabiegów.
1. Postaw na regularny ruch
Jeżeli większość dnia spędzasz w pozycji siedzącej, warto zacząć od naprawdę prostych zmian: krótkiego spaceru po pracy, częstszego korzystania ze schodów czy przerw na ruch w ciągu dnia.
2. Nie zapominaj o pielęgnacji skóry
Regularne stosowanie balsamu czy masła do ciała pomaga utrzymać skórę w dobrej kondycji i poprawia jej komfort. Peeling pozwala natomiast usunąć zrogowaciały naskórek i pozostawia skórę wyraźnie gładszą w dotyku.
3. Daj sobie czas
To chyba najczęściej pomijany element. Jeżeli przez wiele miesięcy prowadziliśmy siedzący tryb życia, trudno oczekiwać, że wygląd skóry zmieni się po kilku dniach ćwiczeń czy dwóch masażach.
Czy masaż pomaga na cellulit?
Masaże i zabiegi wykorzystujące mechaniczne oddziaływanie na tkanki są chętnie wybierane przez osoby, którym zależy na poprawie wyglądu skóry.
Trzeba jednak rozdzielić dwie kwestie. Po masażu skóra może wyglądać na gładszą i bardziej napiętą, ale nie oznacza to trwałego „usunięcia” cellulitu. W przypadku niektórych metod mechanicznych poprawa może być stosunkowo niewielka i krótkotrwała.
Dlatego masaż najlepiej traktować jako element szerszego planu pielęgnacji ciała, a nie cudowną metodę likwidującą cellulit po jednej wizycie.
Możliwości jest dziś bardzo dużo. W gabinetach kosmetologicznych i SPA stosowane są zarówno techniki manualne, jak i zabiegi wykorzystujące specjalistyczne urządzenia. Dlatego zamiast wybierać zabieg wyłącznie na podstawie jego nazwy czy reklamy, dobrze rozpocząć od konsultacji. Specjalista może ocenić kondycję skóry i zaproponować rozwiązanie dopasowane do jej potrzeb.
Dlaczego seria zabiegów może mieć większy sens niż pojedyncza wizyta?
Jedna wizyta w SPA nad morzem może być doskonałym sposobem na odprężenie i zadbanie o ciało. Jeżeli jednak naszym celem jest konkretna poprawa wyglądu skóry, warto zapytać specjalistę, czy wybrana metoda wymaga serii zabiegów. W przypadku wielu procedur efekty pojawiają się stopniowo. Nie oznacza to również, że „więcej znaczy lepiej”. Częstotliwość zabiegów powinna być dostosowana do wykorzystywanej technologii, kondycji skóry i indywidualnych potrzeb.
Na co dzień łatwo znaleźć powód, żeby odłożyć dbanie o siebie na później. Praca, dom, obowiązki i brak czasu powodują, że aktywność czy pielęgnacja często spadają na koniec listy.
Podczas wypoczynku jest inaczej. Spacer brzegiem morza zamiast kolejnego wieczoru przed komputerem, pływanie, więcej ruchu w ciągu dnia i chwila przeznaczona tylko dla siebie przychodzą znacznie łatwiej.
Dlatego pobyt w hotelu SPA nad morzem może być okazją nie tylko do odpoczynku, ale również do przyjrzenia się potrzebom swojej skóry. Odpowiednio dobrany zabieg na ciało można połączyć z aktywnym wypoczynkiem, spacerami i czasem na regenerację. Nie chodzi przy tym o intensywną „walkę z cellulitem”, ale o stworzenie warunków, w których po prostu łatwiej zadbać o siebie.
Cellulit nie jest oznaką zaniedbania. Nie świadczy również o złej kondycji czy braku aktywności. To naturalne i niezwykle częste zjawisko, które może pojawić się niezależnie od wieku czy sylwetki.